niedziela, 5 stycznia 2025

POWĄZKI, POGRZEB 30 STYCZNIA 2004

Podczas Mszy Pogrzebowej siedziałam w zakrystii.

Wyszłam tylko na moment, aby przed rozpoczęciem celebracji, poprosić o nie filmowanie i nie robienie zdjęć. Potem już tylko, żeby zaśpiewać. Ale to była przecież tylko przestrzeń ołtarza.

Rozumiem, że każda pamięć zawodzi a zwłaszcza po 20 latach. Jednak widząc, że powielane są jakieś opowieści z moim rzekomym dosyć przaśnym zachowaniem w tle, nie pozostaje mi nic innego jak tylko sprostować fakty.

Zaszła tu ciekawa figura, zupełnie jak z psychodramy, jakaś wyimaginowana zależność jeśli można tak to ująć. Moja osoba została użyta do wyprojektowania na mnie reakcji karciciela. Chodzi mi o wypowiedź: "Moja siostra patrzy na mnie przerażonym wzrokiem i szepcze: "Natalia, no co ty?!". To zdarzenie nie miało miejsca. Nie byłam świadkiem wymiany pomiędzy Natalią a panem prezydentem, Ś.P. Lechem Kaczyńskim, bo przebywałam wtedy w innym miejscu.

Długi czas przed Mszą pogrzebową spędzałam w zakrystii, opiekując się urną. Ostatecznie postanowiłam, że stamtąd będę uczestniczyć w obrządku. Żałobę po Tacie od samego początku chciałam obchodzić w samotności. Wszelkie kolektywne działania, były dla mnie wtedy, nie na miejscu. Zakrystia stała się więc dosłownie wymarzonym azylem, swojego rodzaju schronieniem.

Ciekawe jest, że z taką łatwością, to właśnie moja osoba, została wykorzystana do roli sędziego i kata.  Dosłownie zostałam tam jakby wklejona, żeby miał kto skarcić, bo przecież nie siedząca obok Mama, czy któryś inny starszy członek rodziny, tylko młodsza siostra... Dlaczego?