piątek, 10 stycznia 2020

NA 80 LECIE URODZIN, "BYĆ JAK CZESŁAW NIEMEN"


                                                                                        fot.: Artur Krajewski
autor zdjęcia Artur Krajewski
Artur Krajewski i Eleonora Atalay


Pewnego letniego popołudnia, spotkałam się z Martą Olbryś i Arturem Krajewskim, Fundacją Art Holding. Zaproponowali, żeby mój portret, autorstwa Artura, zaistniał podczas wystawy oraz
w albumie poświęconym mojemu tacie. Artur wpadł na wspaniały pomysł, żeby takie wydarzenie powstało w związku z 80 urodzinami taty. Każda portretowana osoba miała też wypowiedzieć się co według niej oznacza być jak Czesław Niemen. O przedsięwzięciu wiedziałam już dawno od mamy. Naszej Fundacji spodobał się bardzo ten nietuzinkowy pomysł i mama już od wielu miesięcy była
w kontakcie z Arturem.
Kontynuacją tej inicjatywy był koncert "Być jak Czesław Niemen", który to TVP2 zdecydowało się szczęśliwie wyprodukować.
Artur zaprosił mnie do udziału w tym koncercie. Za co mu serdecznie dziękuję. Od razu pozytywnie podeszłam do pomysłu, gdyż świętowanie urodzin było dla mnie jakby ożywieniem postaci taty a na pewno celebrowaniem jego sztuki, czyli tego co chciał żeby po nim zostało.
Przygotowania ruszyły pełną parą.
Koncert i wystawa fotografii oraz premiera albumu "Być jak Czesław Niemen" miały się odbyć i tak też się stało 26 listopada 2019r. w Teatrze Polskim w Warszawie. 


                                                             fot.: Deniz Atalay
autor Deniz Atalay
Eleonora Atalay na tle portretu mojej mamy Małgorzaty Niemen i własnego.

                                                  

Ostatnim razem było mi dane zaśpiewać w 2009 roku na imprezie organizowanej przez NBP z okazji wytłoczenia monet z wizerunkiem taty. Wtedy nie czułam się najlepiej emocjonalnie. Analizując teraz z perspektywy czasu, było to spowodowane, nazwijmy to sobie przewlekłym stanem żałoby. Przyznam, że dopiero w obecnym czasie, zaśpiewanie było już możliwe na dużo większym luzie. Zaśpiewałam "Italiam, Italiam". Zarówno kompozycja Taty jak i tekst Norwida od nastoletnich czasów były mi bardzo bliskie. Uwielbiałam przesiadując wieczorową godziną na plaży
z przyjaciółką, nucić to i doszukiwać się tam w ciemności tego morza, "błękitnego stropu bez końca". Okazywało się, że w pełnym mroku było to łatwiejsze do wyobrażenia. W interpretacji wiersza posłużyłam się przekazami, które opisywały w jakich okolicznościach i z jakiego powodu Norwid zawarł taką właśnie treść. Postanowiłam więc poczuć się Norwidem a mówiąc dokładniej postarać się przedstawić co Norwid mógł odczuwać. Wiersz został napisany do Marii Kalergis 
w której to nasz wieszcz był nieszczęśliwie zakochany. Każdy niefortunnie zakochany nosi w sobie uczucie nadziei ale też racjonalną gotowość na przyjęcie odrzucenia. Piękny tekst do pięknej kompozycji. O kompozycji, czuję że też powinnam coś napisać ale to może w innym osobnym poście, kiedyś. A na razie nie omieszkam stwierdzić, że jest to moim zdaniem jeden
z najpiękniejszych utworów taty.


                                                                                                               fot.: Małgorzata Niemen


Eleonora Atalay "Italiam, Italiam"
                       



Kilka ważnych spotkań.
Przede wszystkim z siostrą Natalią. Teraz kiedy każda z nas prowadzi odrębne życie, był to bardzo sympatyczny czas razem, zwłaszcza, że dzieliłyśmy wspólną garderobę. Na koncert przyszli również nastoletni synowie Natalii, którzy pomimo fascynacji alternatywnym hip - hopem, obaj deklarowali, że lubią muzykę dziadka. 


                                                                         fot.: Anna Radwan-Röhrenschef
autorka zdjecia Anna Radwan-Röhrenschef
Eleonora Atalay i Natalia Niemen


Bardzo się cieszyłam, że po wielu latach mogłam też zamienić kilka słów z Kayah. Tata bardzo ją cenił, nie mogło być inaczej, Kayah od zawsze śpiewała z duszą (z soulem) w stylu jaki prezentował Niemen, takich wykonawców po prostu czuł a było i jest ich nadal niewielu.
Aga Zaryan z którą zazwyczaj nie spotykałam się może często, ale za każdym razem zarażała swoją energią i humorem, teraz już od długiego czasu, wielka polska artystka. Olga Szomańska której talent i dusza w głosie nie były nigdy dla mnie tajemnicą. Piękna kobieta, wspaniały człowiek.
Udało mi się nie tylko poćwiczyć z chórkiem z Kukla band, przemiłymi i uzdolnionymi osobami Kasią Dereń, Eweliną Kordy oraz Piotrem Tazbirem ale i pogawędzić o zwykłych sprawach.
Bartosz Porczyk, najpierw swoim wykonaniem "Rapsodu" na jednej z prób wbił mnie w fotel a potem mnie z tego fotela "wyciągał" swoją bezpośredniością i jakimś takim dobrem, którego tak rzadko można doświadczyć w zwykłych kontaktach między ludzkich. Niesamowita osobowość. Nie tylko wie jak interpretować ale ma piękną szlachetną barwę głosu i zdecydowanie wie jak go używać.
Aż w końcu Filip Siejka, który stworzył kilka aranżacji do tego koncertu ale również bosko grał na skrzypcach. Zawsze go podziwiałam. Nie zapomną jak sto lat temu kiedy w telewizji wyemitowali Ghoustbusters, Filip na drugi dzień w naszej szkole muzycznej, wygrywał na jakimiś znalezionym na korytarzu fortepianie, motyw przewodni i potem na każdej przerwie leciałam już na ten korytarz, żeby posłuchać jak on to grał. Później, chyba też w szkole, usłyszałam jak świetnie potrafił śpiewać i do dziś nie rozumiem czemu nie poszedł tą drogą. Widać za dużo talentów i coś jednego trzeba było wybrać. Opanowany Sławek Uniatowski na moje pytanie czy ma tremę, odpowiedział, że nie. Zwierzyłam się mu z mojego stresiku. Ale on wiadomo, że od lat za pan brat ze sceną. Piosenki Niemena wykonuje z wielkim kunsztem ale wszyscy do tego powinni posłuchać jego wzruszającej piosenki "5 rano".
Przyznam, że właściwie nie było czasu, żeby poznać wszystkich wokalistów czy porozmawiać ze wszystkimi znanymi. Niby spędziłam niemal cały dzień w teatrze ale próby i przygotowania nie pozwalały za bardzo na życie towarzyskie.
Nie sposób nie przytoczyć tu jeszcze mojej krótkiej rozmowy z Arturem Orzechem, który opowiedział mi, że jeden z pierwszych wywiadów w swojej dziennikarskiej karierze, przeprowadził na początku lat 90 właśnie z tatą.
Mój występ na próbie generalnej a może już ten koncertowy, był zwieńczony uściskiem dłoni Stanisława Soyki, który przygotowywał się do swojego przejmującego, melancholijnego "Snu". Wielokrotnie gościł u nas w domu, wnosząc zawsze dobrą energię i swoisty luz.





                                          fot.: Anna Radwan-Röhrenschef
autorka zdjecia Anna Radwan-Röhrenschef
Aga Zaryan, Eleonora Atalay i Natalia Niemen


Po próbie generalnej zdjęłam moje pomarańczowe świecidełko i poszłam piętro wyżej na wystawę fotograficzną. Tam spotkałam moją mamę i w końcu mogłam poznać Elżbietę Szczerbińską, wnuczkę pani, której w Starych Wasiliszkach dobrze wychodziła pomoc przy przyjmowaniu rodzących się dzieci i okazało się, że też właśnie pomogła przy narodzinach Czesława Wydrzyckiego. 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     fot.: Malgorzata Niemen
autorka zdjecia Małgorzata Niemen
Eleonora Atalay i Elżbieta Szczerbińska


Potem już powrót za kulisy, skorzystanie z pomocy makijażystki i fryzjera. Ale zaraz, jednak to udało mi się zaliczyć chyba jeszcze przed pójściem na wystawę. Ponowne ubranie się i niestety już tylko chodzenie albo polegiwanie na macie do ćwiczeń siostry, żeby tylko nie pognieść spodni. Niestety, gdyż bardzo lubię raczej siedzieć niż stać czy dreptać. Kiedy koncert się rozpoczął, miałam wielką potrzebę pójść po prostu na widownię, żeby móc kontemplować wszystko w pełni. W końcu występ
a potem czekanie do finału.
Po koncercie jeszcze trochę rozmów, między innymi z niemieckim fanem taty, który przyjechał specjalnie na koncert. Niezapomniana mini foto sesja ze wspaniałą Małgorzatą Ostrowską i Natalią. Ostatecznie tylko ja z przyjaciółką zostałam za kulisami dlatego, że bardzo długo pakowałam swoją walizeczkę.



                                                               fot.: Eleonora Atalay
autor Eleonora Atalay
Wychodząc z Teatru Polskiego




29 grudnia 2019 roku, koncert został wyemitowany, tak jak to było w planach i w końcu mogłam wszystko spokojnie posłuchać i obejrzeć. 
Przede wszystkim to co mnie niezwykle uderzyło, co zauważyłam już na próbach to animacje Marcina Bani ale i cała scenografia w tym stylizacja tancerzy. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że podobałoby się to wszystko tacie. Według mnie było to wszystko zdecydowanie w stylach, które preferował. A jest to szczególnie ważne bo te elementy wprowadziły twórczą jednolitość, przedłużenie poczucia estetyki Niemena. Przecież to poniższe ujęcie mogłoby być spokojnie na pierwszy rzut oka wzięte za jedną z grafik Niemena.
Proszę się przyjrzeć, tam wysoko stoi i śpiewa dla nas Janusz Radek "Spiżowy krzyk", kompozycję jakby napisaną dla niego, naprawdę pokazał wszystkie swoje atuty.


                                                                                                                         fot.: Małgorzata Niemen
autor Małgorzata Niemen

Janusz Radek w "Spiżowym Krzyku"


Bardzo podobało mi się, że teksty opisujące tatę, były zainspirowane wypowiedziami osób portretowanych w albumie fotograficznym "Być jak Czesław Niemen", co przybliżało poza muzyką rys charakteru solenizanta. Wypowiedzi zostały umieszczone na tle bardziej już ascetycznych animacji Artura Krajewskiego i Magdaleny Pileckiej, co wprowadzało kolejną warstwę wyrazu, tworząc głębię.
Mam nadzieję, że koncert doczeka się wydania na DVD, bo co innego słuchać orkiestry
z  głośniczków z telewizora albo przez łącze a co innego w suround. Szkoda mi po prostu pracy aranżerów ale też oczywiście wykonawców, muzyków z Kukla Bend, którzy niestety moim zdaniem z przyczyn technicznych nie byli precyzyjnie słyszalni. Niestety brzmienie mojego wokalu zdecydowanie dynamiczniej, żywiej zabrzmiało w nagraniu video ze smartphona niż to co było dane mi usłyszeć przez transmisję internetową. Bardzo żałuję, że mistrzowsko rozpisana sekcja dęta przez Grzegorza Urbana w moim "Italiam",  prawie nie była słyszalna a stanowiła ona ważny czynnik kulminacji naszej wersji. 

Ze swojej strony bardzo dziękuję organizatorom, za to, że mogłam być jednym ogniwem tego pięknego wydarzenia. Podziękowania należą się wszystkim osobom od zadań technicznych, które stworzyły scenę, scenografię, akustykom, operatorom świateł, stylistkom, osobom od wizażu. Dziękuję tancerzom z Art Color Ballet za piękny ruch. Szczególnie Marcinowi Bani za wizualizacje
oraz osobom, które z nim współpracowały. Serdecznie dziękuję reżyserom Bolesławowi Pawicy, Marcinowi Kołaczkowskiemu a od strony muzycznej pani Dorocie Szpetkowskiej i Zygmuntowi Kukli.

Podczas finału kiedy tata pojawił się na ekranie, Kayah szepnęła, że mamy szczęście z Natalią, bo nie każdy może mieć tak wiele źródeł przekazu o ojcu czy matce, kimś bliskim, kogo stracił. Niewątpliwie jest to wielkie błogosławieństwo, że naszym dzieciom nie pozostaje jedynie opowiadać, opisywać ale często wystarczy puścić na przykład właśnie taki "Hymn o Miłości", który wybrzmiał w sercach wielu na końcu widowiska. Styl śpiewania taty, według mnie był bardzo prawdziwy, on niczego nie udawał, umiał zawrzeć wachlarz emocji. Wiele osób mawia, że był skryty i ja również go takim postrzegałam. Myślę jednak, że miewał właśnie chwile otwarcia, podczas swoich występów. To właśnie ta szczerość robiła zawsze na odbiorcach wrażenie, nie wspominając o bardzo zróżnicowanych możliwościach barwy głosu, nie mówiąc już o rozpiętości skali.
Teraz już po wysłuchaniu wszystkich wykonawców, muszę szczerze Wszystkim podziękować. Każdy absolutnie dał z siebie wszystko i bez wyjątku wszyscy byli rewelacyjni. Szczerze mówiąc nie chcę broń Boże tu pokazywać, że moje zdanie powinno być traktowane jako wyrocznia, bo przecież śmiesznie brzmi jak jakaś paniusia z mini, mini dorobkiem chwali Małgorzatę Ostrowską, Kayah, Stanisława Soykę czy Kwartet Rampa. Naprawdę nie chcę, wychodzić przed szereg a jedynie jako córka, wyrazić mój podziw i tym samym wielkie dzięki za poruszenie tak wielu emocji
i upamiętnienie. Wszystkie wykonania razem wzięte, były w pewnym sensie symbolem różnorodności stylów jakie od początku swojej kariery prezentował tata, na przestrzeni całej swojej twórczości.



Na razie zakończę fotografią z przejmującego, rewelacyjnego występu Maćka Balcara, "Człowiek jam niewdzięczny", oraz linkiem do wspaniale brzmiących chórków pod batutą Zygmunta Kukli


https://www.facebook.com/OrkiestraKuklaBand/videos/826126964503619/?hc_ref=ARSZZTfrYSA9VnlVxI3awCQm961xcKWxgtzIX_VfRqwZOsBl4q9C01LJxsnDOSpC2eg&fref=nf&__tn__=kC-R


                                                                                                                                                                                                    fot.: Małgorzata Niemen
autorka Malgorzata Niemen
Maciej Balcar "Człowiek jam niewdzięczny"



niedziela, 29 grudnia 2019

ELEONORA NIEJEDNO MA IMIĘ

Sprawa jak widać powraca i właściwie czas najwyższy ją tutaj wyjaśnić.
Jest mi niezwykle miło, że Artur Krajewski zaprosił mnie do wzięcia udziału w koncercie "Być jak Czesław Niemen", jednak okazuję się, że nawet przy okazji uczczenia mojego Ojca, mogą pojawić się wątpliwości jak ja się właściwie teraz nazywam. Bo okazuje się, że nie wystarczy się przedstawić, podpisać, bo ktoś może chcieć żebym nazywała się właśnie inaczej.

Chodzi o to, że moją osobę można spotkać pod różnymi imionami i nazwiskami.

Rodzice nazwali mnie Eleonora ale od kiedy pamiętam mówili do mnie tylko Nora, tak więc kiedy skończyłam lat 5, dowiedziałam się, że tak naprawdę jestem Eleonorą a Nora to tylko taki skrót. Przyznam, że było to dla mnie jakby rozdwojenie jaźni i naturalne było przedstawianie się w dalszym ciągu jako Nora.
Jednak będąc nastolatką było zupełnie jasne, że w sytuacjach oficjalnych, publicznych powinnam być zawsze Eleonorą.
Pamiętam kiedy dosłownie miałam pretensje do Natalii Kukulskiej, że na płycie "Światło", na której zaśpiewałam chórki, opisali mnie jako Norę. Natalia powiedziała, że nawet ni e wiedziała, że jestem Eleonora, co jak najbardziej miało zapewne miejsce. W dalszym ciągu, jeżeli nie przypilnowałam, zostawałam już w różnych produkcjach muzycznych Norą Niemen.
Jednak przyszedł moment, że zainteresowałam się znaczeniem mojego imienia, tego długiego i tak mi się to znaczenie spodobało i dopełniło jakąś wizję siebie, że zaczęłam starać się przedstawiać oficjalnie i mniej oficjalnie jako Eleonora. Stąd mój pierwszy i jak dotąd ostatni album nazywa się Eleonora Niemen, celebrując to pełne znaczenia a jakże zaniedbane imię, do tego niezwykle pasujące do treści zawartych na płycie.
Wychodząc za mąż przejęłam nazwisko męża i zrobiła się Eleonorą Atalay. Już naprawdę długo z tym się utożsamiam, powstało nawet kilka wywiadów z Eleonorą Atalay, nie mówiąc o tym blogu. A tu jak bumerang powraca Nora Niemen, którą byłam ale już wybaczcie, nie jestem.
Dosłownie nie pomagają zwykłe uprzejme prośby. Przecież jednak cały czas jest przyjęte w naszej kulturze, dość powszechnie, że kobieta przejmuje nazwisko męża i nikt na siłę panieńskiego jej, im nie dokleja. Ja rozumiem, że obawiają się, że nazwisko Atalay niczego nikomu nie powie, ale przecież wystarczyłoby dopisać w nawiasie "(córka Cz. Niemena)".
Sprawa jest banalna ale jak, że robi się skomplikowana i niestety nie dotyczy ostatecznie autora tych anonsów ale mojej osoby.

                                                                                                                          fot. Małgorzata Niemen
autor Malgorzata Niemen

Eleonora Atalay w "Italiam, Italiam"
koncert "Być jak Czesław Niemen" 



środa, 7 czerwca 2017

ZNÓW WYSTRYCHNIĘCI NA DUDKA

Był pewien słoneczny, wiosenny dzień, kiedy zadowolona, przekazałam tacie, że (ówczesny) Pomaton EMI będzie dystrybutorem mojej płyty. Album dawno temu został wydany przez niewielkie wydawnictwo Mix Studio Dźwięku i taka informacja wydawała się być wtedy dobrą nowiną dla wszystkich.

Tata spojrzał na mnie ze zdumieniem i żalem i zapytał:
"jak mogło do tego dojść w momencie, kiedy oni tak mnie potraktowali".

Uświadomiłam sobie jak bardzo musiał poczuć sie wystrychięty na dudka przez tego jednego z tak zwanych mejdżersów. Jego reakcja była czystą emocją, która wybuchła bez zastanowienia. A przecież mój wydawca negocjując umowę dystrybucyjną, nie działał na moją prośbę, ale przede wszystkim w interesie swoim i wszystkich artystów, których reprezentował. Przecież to nie ja zabiegałam o tego dystrybutora. Jednak często tak jest, że obrywa ten kto jest pod ręką a nie winowajca.
Wolę nie myśleć, jaka byłaby reakcja taty gdyby dowiedział się, że dzisiejszy Warner a dawny Pomaton, rozporządza teraz jego kultowymi nagraniami, bez podpisania stosownych umów z żoną i córkami.



ODDAŁEM GŁOS... ALE MOJEJ OSTATNIEJ PŁYTY DO TEJ PORY
 W TEJ ROZGŁOŚNI NIE SŁYSZAŁEM.



piątek, 7 października 2016

W MUZYCE






Jest mi niezmiernie miło poinformować, że mój ukochany wydał właśnie swój pierwszy album.           Deniz jest gitarzystą i kompozytorem.
Album jest właściwie instrumentalny, jednak momentami można tam usłyszeć mój śpiew.
Jeżeli w muzyce szukacie tajemnicy i spokoju, posluchajcie "Denizin Ötesinde".

https://itunes.apple.com/tr/album/denizin-otesinde/id1156983046?l=tr

https://play.spotify.com/album/2h7CZeuemOjCAOe1hor2Ds?play=true&utm_source=open.spotify.com&utm_medium=open

http://www.cdbaby.com/cd/denizatalay

https://www.amazon.com/Denizin-%C3%96tesinde-Deniz-Atalay/dp/B01LXAM2YQ/ref=sr_1_1?s=dmusic&ie=UTF8&qid=1474661162&sr=8-1&keywords=denizin+%C3%B6tesinde

https://www.microsoft.com/en-us/store/music/album/deniz-atalay/denizin-%C3%B6tesinde/8d6kgx0q9r31

http://www.deezer.com/album/14105080

http://shz.am/t330751535

https://music.yandex.ru/artist/3511986

https://listen.tidal.com/album/65184413


                                                                      










czwartek, 28 kwietnia 2016

WSPOMINAJĄC PRINCE'A

Mija tydzień od dnia, kiedy ten świat opuścił Prince. Jestem jego wielką fanką i bardzo  zasmuciła mnie ta wiadomość.
W 2011r. widziałam go na Open'air i przyznam, że doznałam takich przeżyć, że aż chciałam pojechać na któryś z kolejnych koncertów, które dawał wtedy w Europie. Można powiedzieć, że przeważył zdrowy rozsądek i zadowoliłam się słuchaniem go w domu. To był dla mnie najważniejszy koncert, na którym, byłam i planowałam za kilka lat pojechać, choćby na koniec świata, żeby jeszcze raz posłuchać i zobaczyć Princ'a na żywo. Powaliło mnie, jaką więź nawiązał z publicznością nie robiąc zbyt wiele. Wszystko było bardzo akuratne. A emocje już kompletnie sięgnęły zenitu, kiedy to w kulminacyjnym momencie "Purple Rain", czyli na solo artysty, zaczęły z góry spadać złote sreberka. Cała ta atmosfera przeniosła mnie wtedy do pewnego wieczoru sylwestrowego, kiedy to wraz z rodzicami i siostrą oglądałam "Purple Rain". Potem słuchaliśmy wszyscy płyty ze ścieżką dźwiękową z filmu i nawet zrobiliśmy sobie mini dyskotekę, co nigdy wcześniej i później już się nie zdarzyło.
Tak, tata bardzo lubił Princa, uważał go za geniusza, jedynie irytowało go, że artysta nagminnie epatował seksualnością. Pamiętam jak pewnego razu powiedział mi, że kiedy usłyszał go w Stanach w latach 70, był pewien, że Prince będzie drugim Hendrixem, jednak szybko okazało się, że pójdzie bardziej w stronę disco.





Dla mnie zarówno moj tata jak i Prince są to dwaj artyści, którzy czuli się świetnie w różnych stylach muzycznych i nie zamknęli się na jeden. Upraszczając, tak jakby nie tyle sama muzyka była dla nich ważna, ale odkrywanie nowego. Myślę, że też byli podobni w kwestii stosowania bogatych aranżacji w swoich kompozycjach, chociaż w ich twórczości można znaleźć i te bardziej minimalistyczne. Obaj używali też swojego głosu do tworzenia kompleksowych zaśpiewów chóralnych.
Cóż, pozostaje nam cieszyć się, że żyjemy w czasach, w których muzyki słucha się nie tylko na żywo, ale też a raczej przede wszystkim nagranej. W ten sposób można obcować z wrażliwością i geniuszem artysty, nawet po jego śmierci.
Dziękuję za życie Prince'a. Niech pamięć o nim trwa.

środa, 2 marca 2016

SYMULOWANA ROZMOWA Z MARIĄ GUTOWSKĄ

Nie pierwszy raz zauważyłam, że jest bardzo dużo osób zainteresowanych naszymi prywatnymi sprawami. 
Ostatnio w internecie można przeczytać udawany wywiad z Marią Gutowską, w którym to ktoś wkłada jej w usta kłamstwa na temat postawy mojej mamy. Pomysłodawcom udaje się wkręcić co bardziej naiwnych ciekawskich, co widać po komentarzach.
Otóż okazuje się, że Maria nie rozmawiała z żadnym dziennikarzem, a cała rozmowa jest symulowana.
Bardzo mnie dziwi, że są jeszcze ludzie na tym świecie, którzy wierzą we wszystko co pisze prasa a zwłaszcza ta wredna, brukowa. Tacy łatwowierni czytelnicy zostali szybko przekonani do tego, że moja mama nie chce się dzielić spadkiem, że uważa, że mojej przyrodniej siostrze nic się nie należy. Jest to oczywiście krzywdząca nieprawda.
W związku z tym, że Maria Gutowska do tej pory nie sprostowała, że to nie ona udzieliła tego wywiadu, przekazuję wszystkim interesującym się, że wywiad został przez kogoś wymyślony, aby jak rozumiem, oczernić i zniesławić Małgorzatę Niemen.
Bardzo więc proszę zostawić w spokoju moją kochaną, niewinną mamę. 
Bardzo proszę przestać zajmować się naszymi sprawami. 
Bardzo proszę bezkrytycznie nie wierzyć mediom. Proponuję skupić się raczej na samodoskonaleniu, bo czasu jest mało. Żeby co poniektórzy nie obudzili się pewnego dnia i zamiast siebie w lustrze nie zobaczyli: